Tekst na Pudelku (do którego linkowałem wcześniej) komentuje Paweł Wroński w swoim artykule na wyborcza.pl. Odnoszę wrażenie, że na Czerskiej ludzie mówią innym językiem polskim niż ja.
Ja na przykład w tekście na Pudelku nie wyczytałem nawoływania do okradania bogatych, co sugeruje Wroński. Jeżdżę trochę po świecie i porównując zarobki w systemie 1:1 widzę na co stać przeciętnego Kowalskiego w Polsce i np. w Wielkiej Brytanii, Irlandii czy teraz w USA. Nie trzeba być redaktorem ani Gazety ani wspomnianego już Pudelka, by widzieć te oczywiste różnice i rozumieć przynajmniej cześć przyczyn problemu piractwa w naszym kraju, choć problem jest na pewno bardziej złożony. Nie trzeba też do tego mieszać ani Lenina czy innych komunistów, jak sugeruje Wroński. Wystarczy pomyśleć nad rozwiązaniami systemowymi.
Odnoszę wrażenie, że Wrońskiemu jest zwyczajnie żal, że to Pudelek zwrócił uwagę na te oczywiste fakty. Uczula więc czytelników, że na co dzień mamy tam tylko gołe tyłki. To oczywiście prawda, ale to żaden argument w dyskusji.
Czasy się zmieniają, kiedyś na te barykady wolności - o których pisze Wroński - wzywała Gazeta Wyborcza, kiedy jeszcze w jej logo nie było czerwonego kwadratu.