Paweł Lipiec ma dość startupów. -
Bardzo ciekawe i krytyczne spojrzenie na - przyznaję - trochę nie do końca poznany przeze mnie temat startupów.
Osobiście, jak na razie przynajmniej, mam wrażenie, że za mało jest konkretów - aplikacji, firm, które by zaskoczyły i działały. Z drugiej strony, zjawisko jest w sumie wciąż nowe, a za startupy biorą się z tego co widzę ludzie bardzo młodzi, którzy w ten sposób na pewno czegoś się nauczą. Może nie koniecznie uda im się z pierwszym, może będzie to drugi, a może nawet dziesiąty?
Dawno nic nie pisałem po godzinach, a to dla tego, że faktycznie po godzinach miałem sporo innych spraw, głównie rodzinnych, a nawet ja nie spędzam 24 godzin przy komputerze.
Jutro piątek i znowu zaleje nas fala wymiany uprzejmości Follow Friday na Twitterze. Ci z Was, którzy obserwujecie mnie w tym serwisie z pewnością zauważyliście, że pod tym względem jestem jednostką aspołeczną i rzadko daję FF-y, nawet tym osobom, które same mnie w ten sposób polecają.
Dla mnie FF to faktycznie wzmiankowanie o osobach, które w ostatnich dniach przed aktualnym piątkiem lub w ten konkretny dzień jakoś mnie zainspirowały, dały impuls do działania. Nie muszą być to koniecznie moi bliscy znajomi. Trudno wymagać by co tydzień inspirowały mnie czy pomagały te same osoby, choć i takie się zdarzają. Tymczasem od bardzo dawna czuję presję, że #FF to taki “przekażcie sobie znak pokoju” na niedzielnej mszy, tyle, że w tym przypadku na Twitterze i że wypada dać FF-a za FF-a.
Jeśli wymienię kogoś z Was w ramach akcji #FollowFriday, nie musicie rewanżować się tym samym. Nie o to w tej akcji moim zdaniem chodzi.
Często, kiedy upominam się o należne mi wynagrodzenie lub zwroty za przejazd, okazuje się, że osoba za to odpowiedzialna jest na urlopie lub zwolnieniu lekarskim.
Nie jest to reguła, ale i nie są to rzadkie przypadki.
Mail od stałego czytelnika mackozer.pl w reakcji na przycięcie przeze mnie tekstów w RSS bloga do krótkiego wstępu:
Witaj Krystianie!
Tragedia… jednym słowem.
Nie wiem co Tobą kierowało, ze dopuściłeś sie tak haniebnego czynu.
Myślę, że dalszy komentarz jest zbędny.
Widzę i czytam
Stokrotne dzięki… 250 milionów.
Tymczasem chodzi o 25 miliardów, które nie wiedzieć czemu polski tłumacz ukrył gdzieś w dolnej linijce tekstu, napisanego mniejszymi literami.
Ewidentna wpadka moim zdaniem.
Widzę i czytam:
Wiceprezes firmy Nokia dla Spidersweb: To co dzisiaj robimy z Windows Phone to żal.
Ach ta złośliwość rzeczy martwych, w tym przypadku linków na Facebooku. Oczywiście tytuł tego tekstu jest zupełnie inny (link).
Rewolucja wygrała. Rząd odpuścił sobie ACTA. To bardzo dobrze.
Szkoda tylko, że rewolucjoniści jak zwykle postawili przy tym kilka szubienic. Na najwyższej z tych internetowych szubienic zawisł oczywiście Zbigniew Hołdys. Za co? Za to, że miał jaja by mówić publicznie, że jest za ACTA. Rewolucja niestety ma to do siebie, że kto nie jest z nami ten kończy właśnie na stryczku. W rewolucji nie ma miejsca na rozmowy, rzeczową dyskusję.
Tymczasem rewolucjoniści wyskakali się i poszli do domu, a problem pozostał. Nie, nie chodzi mi o podróbki, leki genetyczne itp. sprawy na które łapę chciały położyć wielkie koncerny. Chodzi mi o dyskusję nad odpowiednią infrastrukturą, stworzeniem warunków, by można było w miarę bez problemu być legalnym, by nie trzeba było zastępować całkowitej anarchii (będącej w sumie też swego rodzaju totalitaryzmem bezprawia) innym systemem totalitarnym. Temat - mam wrażenie - przestał istnieć.
Publiczny lincz na Zbigniewie Hołdysie pokazał też jeszcze jeden problem, o którym ani rząd, ani skacząca rewolucja nie chce rozmawiać - problem wolności słowa w sieci. Ta jest niestety na poziomie tekstów - wybaczcie mi dosadność - “Twoja matka to *&#^$&^$%”.
Czy Wy droga rewolucjo wyjdziecie na ulice poskakać i walczyć o podstawowe prawo jednostki do szacunku i godności? Obawiam się że nie.
Jak strzelić sobie w kolano, zrażając przy tym do siebie niemal całe i to dość liczne audytorium zgromadzone na konferencji? To bardzo proste, oto przepis:
Wystarczy zatrudnić osobę bez pasji, która nie czuje żadnej emocjonalnej więzi ani z firmą, ani z jej produktami czy usługami. Osobę, która po prostu będzie robiła to, co do niej należy bo musi przecież z czegoś żyć, zarabiać pieniądze. Osobę, dla której praca w danej firmie nie będzie przygodą, pewną podróżą
Następnie niemal za karę wysłać tę właśnie osobę na konferencję, bez specjalnego przygotowania, bez znajomości tematu, który figuruje w agendzie, tylko z jednym zadaniem - reklamowania produktów tej firmy.
Efekt? Nudna i długa prezentacja pozbawiona jakichkolwiek emocji, prowadzona przez osobę, która w ogóle nie jest do tego przekonana.
Ja za to jestem przekonany, że z tego przepisu skorzystała wczoraj firma HTC, która jako jeden ze sponsorów Social Media Day miała podczas tej imprezy swoje bardzo długie “5 minut”.
Przemka wpisy na tematy inne niż Apple są zwykle trochę rozwlekłe (na czym moim zdaniem tracą). Tym razem Pemmax pisze jednak krótko i na temat, zadając bardzo celne pytanie, skierowane moim zdaniem nie tylko haterów ale także i do nas blogerów, czy internetowych dziennikarzy (jak zwał tak zwał).
Ostatnio przeglądając komentarze podcastu MacGadka natknąłem się na dość osobliwe zjawisko. Skrajne komentarze okraszone jedną gwiazdką, symbolizujące totalne dno i zniesmaczenie u konkurencji epatują euforią i podnieceniem. I na odwrót rzecz jasna jest podobnie. Czy musi zatem być tak, że na naszej rodzinne scenie może istnieć tylko jeden podcast, jedno forum, jedna gazeta i jeden słuszny blog technologiczny?
Piotrkowska w Google Street View -
Nie wiem dokładnie od kiedy, ale ważne, że już jest. Co? Ulica Piotrkowska w Łodzi w Google Street View. Została ona wybrana na pierwszą lokalizację, która dostępna będzie w tej usłudze.
Piotrkowska to może nie Valcavske Namesti w Pradze czy Pola Elizejskie w Paryżu ale zwyczajnie jako łodzianinowi jest mi miło, że mogę się nią - Pietryną - przespacerować i pokazać znajomym z zagranicy. Widząc te ogródki i zielone drzewa tęsknię coraz bardziej za wiosną i latem.